Skąd się biorą nocne ulice
Najczęstsze pytanie po pierwszym kontakcie z grą brzmi: skąd macie te ulice.
Odpowiedź jest mniej efektowna, niż wszyscy zakładają. Ktoś tam pojechał i zrobił zdjęcie.
Jedno ujęcie na lokację
Każda lokacja zaczyna się od pełnego obrotu telefonem w konkretnym punkcie miasta - tryb panoramy, jedno ujęcie. Z telefonu wychodzi plik szeroki na jakieś dwadzieścia tysięcy pikseli, który nie wchodzi ani do gry, ani do repozytorium: jest materiałem źródłowym, tak jak negatyw.
Razem ze zdjęciem zapisują się współrzędne. Brzmi to jak drobiazg, a jest różnicą między lokacją, która sama staje na mapie miasta, a godziną przepisywania danych z palca. Zdjęcia z galerii telefonu tego nie niosą - sprawdzone w Ełku, na własnej skórze.
Potem wybiera się to, co faktycznie ma wejść do gry. Nie każde zdjęcie jest lokacją. Panorama musi mieć co najmniej jedną rzecz, na którą gracz może chcieć spojrzeć drugi raz.
Dzień zamienia się w noc
Tajemnice Miast dzieją się w nocy, a zdjęcia robi się w dzień - inaczej nie widać nic poza latarniami. Noc powstaje więc z dnia, w dwóch przebiegach.
Pierwszy jest liczony na samych pikselach, bez modelu i bez kosztu: przyciemnienie z osobnym, mocniejszym traktowaniem nieba (w dzień jest najjaśniejsze, w nocy ma być najciemniejsze), przesunięcie barw ku chłodowi, ciepłe poświaty dokładnie tam, gdzie w kadrze naprawdę coś świeci.
To ma swoją granicę i trzeba ją powiedzieć wprost: czego na zdjęciu nie ma, tego nie będzie. Latarnie, które w południe były zgaszone, nie zapalą się. Asfalt nie zmoknie. Ulica z pierzeją wychodzi z tego świetnie, ale kadr z wielkim otwartym niebem robi się płaski, bo nie ma tam czego rozświetlić.
Od tego jest drugi przebieg - render z modelu obrazowego, który dokłada to, czego na zdjęciu nie było. Wejściem nie jest surowa fotografia, tylko gotowy kadr dzienny, żeby wynik nałożył się na miejsce jeden do jednego. Ta sama brama, te same okna, inna pora doby.
Dlaczego nie kupujemy gotowych zdjęć
Bo cała gra stoi na jednym zdaniu: to jest twoje miasto.
Zdjęcie z banku zdjęć jest ładniejsze i tańsze w czasie. Tylko nikt przy nim nie powie “zaraz, to jest przecież przejście koło apteki”. A właśnie ten moment jest produktem - reszta to mechanika, która ma go obsłużyć.
Ma to też konsekwencję praktyczną: nowe miasto nie wymaga zgody na nic. Trzeba pojechać, obrócić się w kilkunastu miejscach i wrócić. W Trzebini wyszły z tego 23 lokacje.
Jak masz w swoim mieście miejsce, które powinno trafić do sprawy - napisz w komentarzu na lokalnym fanpage’u. Stamtąd bierzemy listy miejsc do kolejnych wydań.